niedziela, 10 listopada 2013

"Thor 2. The Dark World"

To ponownie nie recenzja, tylko zbiór wrażeń i opinii. Uwaga na spoilery.


Biedny Chris Hemsworth, już po raz trzeci Thor zostaje przyćmiony przez postać i jednocześnie przez aktora, który – nie ukrywajmy – ma armię fanek i jest tak bezwstydnie czarujący, że nie da się go nie lubić. Tom Hiddleston w „Thorze 2” ponownie udowadnia, dlaczego Loki jest jedną z najbardziej kochanych postaci Marvel Cinematic Universe: po prostu świetnie się bawi. To nareszcie czarny charakter, który pokazuje, jaką zabawą może być bycie złym, nieprzestrzeganie żadnych zasad. Robi, co chce i robi to dobrze – jeśli miałabym wskazać postać, która ustawiła się w najlepszej pozycji w „The Dark World”, to właśnie jest nią bóg kłamstw. To Loki, a nie Thor, stoi w centrum najbardziej dramatycznych, jak i najzabawniejszych wydarzeń, ma najlepsze one-linery i na dodatek nie kończy, jak to się często zdarza, jako comic relief. Szczerze mówiąc, chciałabym żeby zamiast „Thora 3” powstał film z Lokim w tytule.

Wizualnie „Thor 2” poraża. Bardzo podoba mi się zamysł „skakania” między światami – dzięki temu mamy przyjemność zobaczyć złocisty Asgard, mroczny Svartalfheim, pozbawiony słonecznego światła Jotunheim (choć tylko na moment, w czasie walki Thora z Malekithem) olraz, oczywiście, nasz świat – Midgard.
Sekwencje walk nigdy w filmach Marvela nie zawodzą, tak jest i teraz: Thor ma okazję pokazać pełnię swojej siły (nareszcie! Ani w pierwszym „Thorze”, ani w „The Avengers” nie wykorzystano do końca tego wątku), nieco więcej miejsca poświęcono także towarzyszom broni asgardzkiego księcia (miło, że Fandral, Sif i reszta wreszcie zyskali nieco indywidualności), ba, nawet Frigga pokazała, co potrafi królowa Asgardu.

Nie wstydzę się powiedzieć, że jestem zakochana w idei MCU. Disney/Marvel realizują gigantyczny projekt łączący nie tylko serię filmów, ale i seriali, komiksów i niesamowitej aktywności fanowskiej, która chyba jest monitorowana, bo coraz więcej fanonów, z którymi się spotykam na tumblrze staje się w taki czy inny sposób kanoniczna (dla niezorientowanych – fanon to fanowski, popularny pomysł zazwyczaj uzupełniający jakąś dziurę fabularną albo podejmującą temat od zupełnie innej strony. Przykładowym kanonizowanym fanonem jest pomysł, że Bruce Banner został w Nowym Jorku tylko dlatego, że Tony Stark zbudował zbroję Iron Mana, która była w stanie powstrzymać Hulka – fanon potwierdzony w „Iron Man 3”). To już w tym momencie wielki universe, w którym łączy się wiele elementów, ruchów, motywów i tematów, a więc jednocześnie 'verse, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Nie mogę się doczekać czterech zaplanowanych seriali tworzonych we współpracy z Netflixem. Odliczam też dni do „Kapitana Ameryki 2”, który – jak można sądzić z trailerów – nie idzie w fantastykę, a bardziej w film akcji. Później pojawią się „Guardians of the Galaxy”, czyli coś dla miłośników sci-fi.
Jednak przy 'verse tak bogatym pojawia się pytanie, kiedy ten bąbelek pęknie: oszałamiający sukces Phase One wzbudził boom na filmy komiksowe. DC próbuje zrobić w cztery lata to, co Marvel robi od 2008, dążąc do szybkiego zbudowania swojego własnego 'verse i zrealizowania monumentalnego projektu, jakim jest „Justice League”. Z innych stron mamy Spider-Mana i nadchodzące dwa filmy, rozwijający się cykl o X-menach (w ubiegłym tygodniu pojawiło się potwierdzenie sequela „The Wolverine”). Disney/Marvel dostarcza produkcje najlepszej jakości, w porównaniu do konkurencji – mam nadzieję, że kiedy bąbelek pęknie i kręcenie tego typu filmów przestanie się opłacać ze względu na rosnące koszty produkcji i gaże aktorów, MCU pozostanie . Właśnie ze względu na jakość.

Wracając do „Thora 2”, warto zwrócić uwagę na scenę mid-credits (after credits nie jest warta jakiegoś specjalnego wspomnienia, można ją sobie obejrzeć na yt). Ten krótki urywek mówi dwie rzeczy: po pierwsze, zarówno świat Thora, jak i space-operowy świat Guardians to wciąż ten sam 'verse. Po drugie, Marvel dąży do wątku Infinity Gauntlet, co każe mi myśleć, że artefakty takie, jak Tesseract i Aether będą się pojawiać aż do „Avengers 3”, w którym najpewniej zobaczymy Thanosa.
I to dopiero jest coś, czego nie mogę się doczekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz