To ponownie nie recenzja, tylko zbiór
wrażeń i opinii. Uwaga na spoilery.
Wizualnie „Thor 2” poraża. Bardzo
podoba mi się zamysł „skakania” między światami – dzięki
temu mamy przyjemność zobaczyć złocisty Asgard, mroczny
Svartalfheim, pozbawiony słonecznego światła Jotunheim (choć
tylko na moment, w czasie walki Thora z Malekithem) olraz,
oczywiście, nasz świat – Midgard.
Sekwencje walk nigdy w filmach Marvela
nie zawodzą, tak jest i teraz: Thor ma okazję pokazać pełnię
swojej siły (nareszcie! Ani w pierwszym „Thorze”, ani w „The
Avengers” nie wykorzystano do końca tego wątku), nieco więcej
miejsca poświęcono także towarzyszom broni asgardzkiego księcia
(miło, że Fandral, Sif i reszta wreszcie zyskali nieco
indywidualności), ba, nawet Frigga pokazała, co potrafi królowa
Asgardu.
Nie wstydzę się powiedzieć, że
jestem zakochana w idei MCU. Disney/Marvel realizują gigantyczny
projekt łączący nie tylko serię filmów, ale i seriali, komiksów
i niesamowitej aktywności fanowskiej, która chyba jest
monitorowana, bo coraz więcej fanonów, z którymi się spotykam na
tumblrze staje się w taki czy inny sposób kanoniczna (dla
niezorientowanych – fanon to fanowski, popularny pomysł zazwyczaj
uzupełniający jakąś dziurę fabularną albo podejmującą temat
od zupełnie innej strony. Przykładowym kanonizowanym fanonem jest
pomysł, że Bruce Banner został w Nowym Jorku tylko dlatego, że
Tony Stark zbudował zbroję Iron Mana, która była w stanie
powstrzymać Hulka – fanon potwierdzony w „Iron Man 3”). To już
w tym momencie wielki universe, w którym łączy się wiele
elementów, ruchów, motywów i tematów, a więc jednocześnie
'verse, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Nie mogę się
doczekać czterech zaplanowanych seriali tworzonych we współpracy z
Netflixem. Odliczam też dni do „Kapitana Ameryki 2”, który –
jak można sądzić z trailerów – nie idzie w fantastykę, a
bardziej w film akcji. Później pojawią się „Guardians of the
Galaxy”, czyli coś dla miłośników sci-fi.
Jednak przy 'verse tak bogatym pojawia
się pytanie, kiedy ten bąbelek pęknie: oszałamiający sukces
Phase One wzbudził boom na filmy komiksowe. DC próbuje zrobić w
cztery lata to, co Marvel robi od 2008, dążąc do szybkiego
zbudowania swojego własnego 'verse i zrealizowania monumentalnego
projektu, jakim jest „Justice League”. Z innych stron mamy
Spider-Mana i nadchodzące dwa filmy, rozwijający się cykl o
X-menach (w ubiegłym tygodniu pojawiło się potwierdzenie sequela
„The Wolverine”). Disney/Marvel dostarcza produkcje najlepszej
jakości, w porównaniu do konkurencji – mam nadzieję, że kiedy
bąbelek pęknie i kręcenie tego typu filmów przestanie się
opłacać ze względu na rosnące koszty produkcji i gaże aktorów,
MCU pozostanie . Właśnie ze względu na jakość.
Wracając do „Thora 2”, warto
zwrócić uwagę na scenę mid-credits (after credits nie jest warta
jakiegoś specjalnego wspomnienia, można ją sobie obejrzeć na yt).
Ten krótki urywek mówi dwie rzeczy: po pierwsze, zarówno świat
Thora, jak i space-operowy świat Guardians to wciąż ten sam
'verse. Po drugie, Marvel dąży do wątku Infinity Gauntlet, co każe
mi myśleć, że artefakty takie, jak Tesseract i Aether będą się
pojawiać aż do „Avengers 3”, w którym najpewniej zobaczymy
Thanosa.
I to dopiero jest coś, czego nie mogę
się doczekać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz