To ponownie nie recenzja, tylko zbiór
wrażeń i opinii. Uwaga na spoilery.
Gadanie i inne pierdoły
niedziela, 10 listopada 2013
niedziela, 3 listopada 2013
Andrzej Sapkowski, "Sezon burz"
Zanim zacznę pisać o książce
właściwej, jedno ostrzeżenie dla Ciebie, miły czytelniku: to nie
jest recenzja. Z dwóch powodów – po pierwsze, w tekście pojawią
się spoilery do fabuły książki (czego w recenzjach nie robię), a
po drugie, piszę z perspektywy wieloletniego przywiązania do cyklu,
w związku z czym zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy, niż kiedy
czytam pod kątem recenzenckim. Będę też nieformalna i proszę,
wybacz jeśli przegnę z gawędziarstwem. Czuj się ostrzeżony.
czwartek, 19 kwietnia 2012
Fandom, fandomem, o fandomie!
Polski fandom fantastyczny jest jedną z niewielu społeczności, jakie lubię jako całość. Głównie dlatego, że mam z fandomem–zbiorowością kontakt o wiele rzadszy, niż z bardzo sensownymi jednostkami, jakimi są moi znajomi i przyjaciele.
O zgrozo, ostatnio zorientowałam się, ile fandomowi zawdzięczam. Gdyby nie Zielona Wieża, portal fantastyczno – rpgowy i zarazem moje pierwsze „poważne” miejsce w Sieci, nie nauczyłabym się pisać recenzji, a to przecież umiejętność, która zaprowadziła mnie dość daleko i na dodatek jeszcze ze mną nie skończyła. Przy okazji, Wieża była środowiskiem, które nauczyło mnie jeszcze jednej ważnej rzeczy: trzeba trochę powalczyć, żeby postawić na swoim.
Z fantastyką jestem związana. Pogodziłam się z tym faktem i już się nawet nie dziwię, kiedy do mnie dociera, że fantasy plącze mi się po życiorysie jak matka Madzi z Sosnowca w zeznaniach. Recenzje, teksty literackie, redakcja, ba, nawet mój związek zaczął się od wspomnianej już Wieży. Większość moich przyjaciół to aktywni działacze fandomu, recenzenci i/lub autorzy. I, tak naprawdę, jedyni ludzie co do których jestem stuprocentowo pewna, że rozumieją, co do nich mówię, szczególnie kiedy już zaczynam rzucać nawiązaniami literacko-filmowo-serialowymi.
Ale w sumie, dlaczego lubię fandom?
Nie jestem członkiem żadnego stowarzyszenia, grupy czy klubu, który by się fantastyką zajmował. Z wrocławskimi fantastami nie mam kontaktu, chyba, że są z Zielonej Wieży lub Alchemii (tak, drodzy potterowcy, podciągam was tu pod fantastykę!), ewentualnie jeśli na kogoś regularnie wpadam na konwentach. Z plotkami niby jestem na bieżąco, ale to plotki z drugiej ręki, bo w centrum wydarzeń nie jestem nigdy. I w sumie bardzo dobrze – bo gdybym była bardzo aktywnym członkiem fandomu, prawdopodobnie bym ich wszystkich szybko znielubiła.
Najważniejszą korzyścią, jeśli chodzi o polski fandom fantastyczny, są dla mnie konwenty. Może nie jeżdżę na wszystkie, nie pojawiam się na zlotach zaproszeniowych i może nie tworzę programu, ale wyciągam z konwentów bardzo ważną rzecz. Trzy czy cztery dni w niepowtarzalnym, megaprzyjaznym środowisku złożonym z ludzi, którzy zgromadzili się w jednym miejscu po to, żeby dzielić się swoją pasją i wiedzą, to higiena psychiczna. To okazja do poznania nowych ludzi, wyściskania starych znajomych, posłuchania plotek, dowiedzenia się paru ciekawych rzeczy i odpoczęcia od normalnego życia. Z tegorocznego Pyrkonu wróciłam nieziemsko zmęczona, ale za to cholernie szczęśliwa, a mój bąbelek psychicznego komfortu nie wytrzymał dopiero afery mirrielowej, której skutki będę odczuwać jeszcze bardzo długo. No, a przynajmniej do momentu, kiedy Alchemia nie ruszy pełną parą.
I zamierzam to powtarzać. W tym roku – na Avangardzie i Polconie.
No i – ludzie, których poznałam przez fandom właśnie, zwykle mają do mnie znacznie więcej cierpliwości, niż cała reszta świata. Ciekawe, dlaczego... ^^'
wtorek, 17 kwietnia 2012
Zbieram na czołg
Z poglądami jest jak z dupą – każdy ma swoją i tak ma właśnie być. Nie należy natomiast podtykać swojej dupy pod czyjś nos.
Nie jestem spokojnym człowiekiem, wszystko robię za bardzo – przejmuję się za bardzo, irytuję się za bardzo, reaguję za mocno. Ostatnio dotknęła mnie przykra sytuacja na forum literackim Mirriel: kto wie o co chodzi, ten wie, a kto nie wie: nieaktywna od dawna administratorka znienacka wróciła i wykopała jedyne trzy moderatorki, zastępując je szczypiorkami, które raczej nigdy wcześniej nie moderowały forum mającego więcej, niż tysiąc userów.
Forum Mirriel ma ich pięć i pół tysiąca.
Mniejsza o nieeleganckie potraktowanie byłych moderatorek, co podkreślam – niezmiernie dla forum zasłużonych. Informowanie kogoś wiadomością wewnętrzną, która przychodzi do adresata kilkanaście minut po wywieszeniu ogłoszenia globalnego z informacją, że rzeczony adresat właśnie przestał być moderatorem forum z którym się zżył, jest moim zdaniem po prostu chamskie i nie przystoi ludziom cywilizowanym.
Kiedy przeszedł mi już pierwszy szok i złość na to, jak niesprawiedliwie potraktowano dziewczyny, które prywatnie bardzo lubię, zaczął się wkurw prawdziwy, bo światopoglądowo – prywatny.
Na forum Mirriel spędziłam jakieś trzy lata, zdążyłam się zżyć z tym miejscem i poczuć światopoglądowo bezpiecznie. Nikt mnie nigdy nie wytykał palcami przez to, że głosowałam na Palikota, nie wierzę w żadne bóstwo i że popieram związki partnerskie, mówiąc 'stop' przy kwestii adopcji przez pary homoseksualne. Nie spotkała mnie żadna przykrość z powodu języka, którym mówię, kształtu nosa ani orientacji seksualnej. Forum było tym, czym jest z nazwy – miejscem swobodnej wymiany myśli i poglądów, raz bardziej emocjonalnej, raz mniej. Dla mnie stało się internetowym centrum życia kulturalnego: poznałam mnóstwo nowych ludzi, przeczytałam parę świetnych książek, dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, na które pewnie nigdzie indziej bym się nie natknęła. Dla mnie właśnie tym wszystkim było forum Mirriel – aż ktoś przylazł i podstawił mi pod nos swoją metaforyczną, poglądową dupę.
Za kulisami usunięcia moderatorek jest spór światopoglądowy. Część nieaktywnych moderatorek jest tak pro-homo, że środowiska LGBTQ (mające sporą reprezentację na rzeczonym forum) się od tego odżegnują. Byłe moderatorki to z kolei odłam, moim zdaniem, najrozsądniejszy w tym wszystkim – w momencie, kiedy zgłosiłam avik jednej z użytkowniczek (na nieszczęście, właśnie z grupy zbyt-pro-homo) z hasłem „Everytime you see a rainbow, God is having gay sex” nie za urazę uczuć religijnych, ale za netykietę, zareagowały. I zostało to wzięte za homofobię.
Zastanów się, czytelniku, czy chciałbyś, żeby Twoje dziesięcioletnie, przeglądające forum literackie dziecko/rodzeństwo, które przy okazji zna podstawowe zwroty po angielsku, ew. umie korzystać ze słownika bądź translatora, miało styczność z takimi treściami. Podkreślam, forum nie jest ogólnodyskusyjne czy światopoglądowe, jest literackie i są na nim teksty, które mogą przyciągnąć młodziutkich użytkowników – np. cały gigantyczny dział poświęcony fanfickom o Harrym Potterze.
Wszystkie treści nieodpowiednie dla młodszych użytkowników zostały umieszczone w działach o ograniczonym dostępie – i tak właśnie być powinno. Dla mnie taki avatar, którego przecież zamknąć w dziale się nie da, nie powinien być widoczny na forum.
Wygląda więc na to, że jestem homofobem. W sumie, nic nowego. Usłyszałam to już, kiedy odważyłam się głośno powiedzieć, że tekst z dość graficznym opisem miłości fizycznej między dwoma panami nie nadaje się na forum otwarte...
Jako homofob dup nie lubię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
